wtorek, 29 maja 2012
Nie dziwię się, że czasem ucieka
Ciągłe przeciągi. To stąd to uczucie, jakbym się przed chwilą nawdychała wody. Klik. Nie ma. Żadnych wiadomości. A ja głupia myślałam, że napisze akurat, jak pójdę sobie zrobić jeść. Że jak wrócę to będzie na mnie czekać taki świeżutki, cieplutki sms. Zawsze mam taką nadzieję. I to jest najgłupsze. Że zawsze mam nadzieję. Nie, nie. Nie żeby mnie zaniedbywał. Tego powiedzieć nie mogę. Nie śmiałabym tak skłamać. Ale są dni, kiedy potrzebuję go więcej. Chociaż mija 3 godzina wspólnego nicnierobienia, to mój humor znika, kiedy okazuje się, że musimy rozstać się wcześniej niż moglibyśmy. Tak, ja wiem. Koledzy, próby, przeprowadzka. Ja to wszystko rozumiem. Ale ja się cieszyć z tego nie muszę. Kto mi każe? A mówił 'szkoda'. Szkoda, że ze sobą nie spędzimy całego dnia. Albo chociaż wieczora. A teraz starczy telefon i on jest umówiony. A ja milknę. I tylko w głowie mi huczą słowa, co z jego głowy wypadły i ślad po nich nie został, jak widać. Aj tam, posmucę się trochę i minie. Po co cokolwiek mówić? Że smutno, że by się chciało inaczej. Skoro to i tak jego zdania nie zmieni. On zdecydował. Co możesz, dziewczyno? Strzelisz focha? Nie strzelisz, bo to gówniarstwo. Zauważy, że Ci się ciut humor zepsuł. Wymamrocze ze współczującymi oczyma 'No, kochanie...' O, jak miło. Jeszcze trochę poprzeklina, że niby mu bardzo przykro, tworząc iluzję niezależności tej sytuacji od niego. Ale to i tak jego zdania nie zmieni. A nie powiem 'Nie idź'. Bo wyjdę na taką, co to z chłopakami nie pozwala wyjść, co dnia nie potrafi bez niego wytrzymać. Nie, on nie będzie zły. Tylko oni. Potem lecą 'pantofle', 'cioty' i inne 'debile'. A ja nie lubię, jak oni go cisną. I ja wszystkiemu winna. Bo przecież ja wymuszam. Bo ja jestem jajko. Mną się trzeba zająć. O mnie trzeba pamiętać. Ze mną trzeba rozmawiać, jak z dzieckiem. Trzeba. Znaczy można. Jeśli się chce. Nie trzeba. Ale wtedy przyjdzie taka noc, co to moczy poduszki. I komu to potrzebne? Mi nie. Bo to i tak jego zdania nie zmieni. On nawet nie będzie wiedział. Kocham, więc nie mówię. I myślę, że jak będę milczeć z miną zbitego psa, to jemu będzie łatwiej. Oj, Anulka... No, ale mógłby się choć raz domyślić. I choć raz mogłoby to zmienić jego zdanie. I nawet jak już wiem, że nic z tego. Że już po ptakach. Że on będzie gdzie indziej, a ja w domu i będę smutna i będę tęsknić. To i tak mam nadzieję. I to jest najgłupsze. Że zawsze mam nadzieję. Że on powie, że idzie do niego, ale zrobi niespodziankę i za 20 minut stanie tu koło mnie. Na tym moim zielonym dywanie. Uśmiechnie się słodko, a ja z najgłupszym na świecie wyrazem twarzy zapytam 'Co Ty tu robisz?'. Ale nigdy tak nie zrobił. Więc dlaczego nadal marzę? No, nie wiem. W życiu trzeba mieć marzenia. Nie mam prawa mieć takich? No mam. A może tak znaleźć sobie jakieś realne? Co się jednak mogą spełnić. I takie może jakieś normalniejsze. Pospolitsze. Jakieś tam sukcesy życiowe. Dyplomy chociażby. Oklaski. Poklepywania po plecach. 'Fajnie, fajnie'. A nie te mrzonki o czytaniu w moich myślach.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz